Odcinek 4. Stulecie w cieniu. Przywilej z 1537 roku, Iwaszkowscy i spór o Serbinowce. Po 1635 roku ślad Serbinowskich w Metryce Koronnej urywa się na blisko sto lat. Nie dlatego, że rodzina zniknęła — zniknęły księgi, w dużej części spalone w czasie drugiej wojny światowej. O XVII wieku wiemy więc głównie z tego, co Serbinowscy sami odpisali i złożyli w XIX wieku jako dowody. To opowieść z odpisów. Ale odpisów jest dużo i składają się w całość. Fundamentem wszystkiego — i zarazem największą zagadką — jest przywilej, który według wypisu z ksiąg latyczowskich Zygmunt Stary nadał w 1537 roku „Mironowi, Jakubowi i Mikołajowi Serbinowskim” na Serbinowce, potwierdzany przez kolejnych królów aż do 1641 roku. Uczciwie: w zachowanej Metryce Koronnej Serbinowscy pojawiają się dopiero od 1607 roku, a przywilej z 1537 znamy tylko z odpisów. Senat w 1858 roku nie znalazł go w Metryce Litewskiej; badacz ustalił, że szukano w złym zbiorze. Pytanie o datę pozostaje otwarte. Pewniejsze są akty z sumariusza dóbr spisanego w 1778 roku. W 1603 roku Mikołaj Serbinowski z żoną i bratem stryjecznym Mironem darowali Serbinowce Mikołajowi Gniewoszowi Iwaszkowskiemu i Mariannie z Serbinowskich — córka wniosła część wsi w posagu. W 1693 roku Jan Serbinowski z żoną Zuzanną zawarł intercyzę z Janem Ołtarzewskim, przyszłym mężem córki Anny. Druga córka, druga część wsi. Hruszewski ujął to jednym zdaniem: Iwaszkowscy i Ołtarzewscy „nabyli w XVII wieku udziały w Serbinowcach drogą małżeństw”. Ta intercyza z 1693 roku jest też jedynym głosem rodziny z czasów, gdy Podole należało do Turcji — od 1672 do 1699 roku. Hruszewski przyznaje, że o życiu szlachty barskiej w tych latach „prawie nic nie wiadomo”; część, jak sądzi, została na swoich osadach, część poszła na wygnanie. I właśnie o tych wygnańcach pisze, że pod koniec XVII wieku „z daleka patrzą na substancyą swoją” — „jak wyrażają się w jednym dokumencie Serbinowscy”. W przypisie podaje, skąd to wziął: księga numer 5284 Kijowskiego Archiwum Centralnego, karta 1186, intercyza Serbinowskich i Ołtarzewskiego z 1693 roku, spisana w Uninie. Badacz ustalił, że to księga grodzka latyczowska z 1739 roku, do której akt wpisano — i że ta księga nie przetrwała do naszych czasów. Cytat u Hruszewskiego jest więc jedynym, co z niej zostało. Jedno zdanie Jana Serbinowskiego — o majątku, na który patrzy z daleka — mówi o losie rodziny w czasach tureckich więcej niż wszystkie odpisy razem. 26 sierpnia 1703 roku król August II, stojąc obozem pod Sandomierzem, potwierdził „prawa i przywileje na dobra Serbinowce” — nie Serbinowskiemu, lecz Romanowi Gniewoszowi Iwaszkowskiemu, towarzyszowi chorągwi husarskiej, „po spadłych głowach urodzonych Serbinowskich”. Ten przywilej, wystawiony na Iwaszkowskiego, lecz przywołujący dawne nadanie dla Serbinowskich, stanie się w XIX wieku głównym dowodem rodu. Między aktami własności jest jeden epizod, w którym widać żywego człowieka. Zachował się dlatego, że pokrzywdzony kazał go wpisać do ksiąg grodzkich w Latyczowie. Rok 1708, środek wojny północnej, dziewięć lat po powrocie Podola z rąk tureckich. Dokument jest krótki, spisany po polsku w Barze, i zaczyna się tak: „W sprawie jegomości pana Zachariasza Ziankowskiego z jednej, a jegomości pana Teodora Serbinowskiego z drugiej strony”. Co się stało? Teodor Serbinowski „zadał złodziejstwo” Ziankowskiemu — publicznie nazwał go złodziejem. W tamtym świecie takiego zarzutu nie dało się przełknąć; „przez co z sobą pojedynkowali”. Ale pojedynek nie zamknął sprawy. „A potym na drodze bezbronnego najachał pan Serbinowski pana Ziankowskiego i zmierzył z pistoleta w piersi, a że nie wystrzelił pistolet, jeno na panewce spaliło”. Proch spłonął na panewce. Kula nie wyszła. Ziankowski przeżył — i poszedł do sądu. Do dwóch naraz: grodzkiego w Latyczowie i zamkowego w Barze. I tu dzieje się coś, co w drobnoszlacheckich okolicach działo się często. Zamiast czekać na wyroki, obie strony „uprosiły przyjaciół” — czterech sąsiadów — żeby rozsądzili sprawę polubownie. Rozjemcy wydali, jak to nazwali, „remedium”. Serbinowski ma za strzał dać karę do klasztoru: „funtów trzy” — dokument nie mówi czego, w takich ugodach zwykle chodziło o wosk na świece. Ma „przeprosić należycie” i przywrócić Ziankowskiemu dobre imię. A potem obaj mają „żyć z sobą spokojnie, jako bracia” i „wszystko złe umorzyć na wieczne czasy”. Żeby nie było pokusy powrotu do sporu, rozjemcy założyli zakład: kto ponowi sprawę, zapłaci staroście barskiemu pięćdziesiąt grzywien „bez wszelkiej folgi”, a kto pójdzie do sądu, nie zapłaciwszy — zapłaci podwójnie. Pięćdziesiąt grzywien to więcej, niż wart był wtedy dział wsi. Pod ugodą cztery podpisy: Szymon Bublikowski, Franciszek Szachnowski, Stefan Popowski — i Józef Radziejowski. Radziejowski. Ten sam ród, który w szesnastym wieku dzielił z przodkami Serbinowskich Wnuczkowce, i z którego sto lat później ktoś będzie trzymał do chrztu Teodora, syna Pawła. Sąsiedzi od zawsze. „Działo się w Barze dnia siódmego novembra anno millesimo septingentesimo octavo”. Czego nie wiemy? Kim był Ziankowski i o jaką kradzież poszło. I którym Teodorem jest nasz strzelec — w 1738 roku pojawi się Marianna Zamoyska, wdowa po Teodorze Serbinowskim, z dziećmi; może to on, może nie. Wiemy za to, jak wyglądała wieś, w której to się działo: cztery lata później gubernator starostwa, spisując „zupełne spustoszenie” Barszczyzny, zanotował o Serbinowcach: „szlacheckich chałup trzy, chłopskich sześć; nie może płacić, tylko z ósmej części dymu”. Dziewięć chałup. W takiej wsi strzelano do siebie na drodze. W 1716 roku w Winnicy książę Jerzy Dominik Lubomirski, starosta barski, „dobrowolnie uznał, że wieś Serbinowce była dziedziczna” i zwolnił Serbinowskich z powinności wobec zamku. Rodzina powoływała się na to przez sześćdziesiąt lat, aż Komisja Rzeczypospolitej w 1776 roku potwierdziła: Serbinowce to ich własność „przy posesji wiekuistej”. I wreszcie rok 1738 — pierwszy akt zachowany w oryginalnym brzmieniu. 1 grudnia przed sądem grodzkim w Latyczowie staje cała rodzina. Powodem jest Jakub Serbinowski, a sąd zapisuje jego rodowód: syn zmarłego Jana i Zuzanny Słotwińskiej, wnuk Jakuba i Klityńskiej. Obok niego Marianna Zamoyska, wdowa po Teodorze Serbinowskim, z dziećmi, oraz Józef, Aleksander i Karol, synowie Jana. Po drugiej stronie — czterej bracia Gniewosz-Iwaszkowscy, synowie Romana spod Sandomierza. Obie strony nazywają się dziedzicami Serbinowiec, a akt dodaje uczciwie: „z jakiego tytułu prawnego — nie wiadomo”. Dla genealogii ten akt jest bezcenny: trzy pokolenia z imionami żon i pewność, że od protoplasty Jakuba do Jakuba-powoda są dokładnie dwa pokolenia. Zostają pytania: czy Jakub z Łysohorców to protoplasta, czy Teodor z pistoletem to mąż Marianny Zamoyskiej, kim był Karol, syn Jana. Dokumenty milczą. Ale mówią już dość, by w następnym odcinku zobaczyć, jak wnukowie Jana i Zuzanny — Antoni i Józef — przez pół wieku bronią, dzielą i w końcu sprzedają to, co zostało z gniazda.