Odcinek 5. Rozpad gniazda. Antoni, Józef i koniec Serbinowiec w rękach rodu. W drugiej połowie XVIII wieku Serbinowce nie są już wsią jednej rodziny. To mozaika udziałów — Serbinowskich, Ołtarzewskich, Siemońskich, Iwaszkowskich — i każdy z tych udziałów można sprzedać, zastawić, odziedziczyć albo o niego się procesować. Dwaj bracia, Antoni i Józef, wnukowie Jana i Zuzanny ze Słotwińskich, pojawiają się w kolejnych aktach grodu latyczowskiego przez pół wieku. Śledzimy ich krok po kroku — bo z każdym aktem wieś wymyka się rodzinie trochę bardziej. Najstarszy ślad braci pochodzi, co ciekawe, nie z ich własnych papierów, lecz z księgi genealogicznej innego rodu — Miłockich. W czwartek po Wielkanocy 1755 roku sąd w Latyczowie wyznaczył „zjazd do dóbr wsi Serbinowce” między czterema braćmi Miłockimi, synami Piotra Miłockiego i Anastazji z Serbinowskich, a „Antonim i Józefem Serbinowskimi z drugiej strony”. Anastazja to siostra Antoniego i Józefa — pierwsza kobieta tego pokolenia, którą znamy z imienia. Według badacza chodziło o sprzedaż części wsi synom siostry. Pierwszy kawałek odchodzi w rodzinie, ale już nie pod nazwiskiem Serbinowski. W 1766 roku bracia stają przeciw sobie. Antoni wnosi manifest „na rodzonego swego brata Józefa o zawładnięcie spornym majątkiem odziedziczonym”. Dziesięć lat później są już po jednej stronie: Komisja Rzeczypospolitej uznaje „Antoniego i Józefa Serbinowskich za osiadłych dziedziców” Serbinowiec i kończy stary spór z Lubomirskimi. Wygrali. I właśnie wtedy zaczynają sprzedawać. 15 lipca 1786 roku, w Mieżyrowie — najbliższym miasteczku z kościołem — „szlachcic Antoni Serbinowski, dziedzic części wsi Serbinowce”, zawiera kontrakt wieczystej sprzedaży swojej części z Andrzejem Orłowskim, starostą ostrowskim i sędzią ziemskim kamienieckim, który też ma już udział we wsi. Do sprzedawanej części Antoni dołącza posag przeznaczony córce, „będącej w małżeństwie ze szlachcicem Piotrem Biskupskim”. Ten zapis znaleziono w 2026 roku w księdze genealogicznej Biskupskich i ujawnił on córkę Antoniego, o której nikt wcześniej nie wiedział. Jest też ostatnim znakiem, że Antoni żył. Józef w tym czasie procesuje się. Tytułuje się skarbnikiem możyrskim, przedstawia jako „syn Jakuba i Aleksandry z Kożuchowskich, wnuk Jana i Zuzanny ze Słotwińskich” — i w listopadzie 1786 roku manifestuje przeciw braciom Necewiczom, adwokatom, w związku z ugodą ze stryjem Aleksandrem, któremu obiecał wyposażyć córki i utrzymać go przy sobie. Necewicze odpowiadają pozwem przeciw Orłowskim i Serbinowskim razem — bo Orłowski od lipca jest współwłaścicielem. W grudniu 1789 roku Józef, „imieniem swoim i syna swego Piotra”, manifestuje przeciw samemu Orłowskiemu. W styczniu 1787 roku pojawia się ktoś jeszcze. Przed sądem ziemskim staje Jan Serbinowski i — jak wymaga prawo — przedstawia się pełnym rodowodem. Posłuchajmy, bo to zdanie jest dla całej historii kluczowe: „niegdy urodzonego Karola Serbinowskiego i Marianny z Grabowskich, jeszcze przy życiu zostającej, małżonków syn; niegdy zaś urodzonych Jana Serbinowskiego i Zofii Małkowskiej wnuk; niegdy zaś urodzonych Jana Serbinowskiego i Zuzanny Słotwińskiej prawnuk; a zaś dawno zeszłych Jakuba Serbinowskiego i Stefanii z Klityńskich praprawnuk”. Cztery pokolenia, cztery żony. Jan skarży stryja Aleksandra i Ołtarzewskich o części w Serbinowcach, w imieniu własnym i młodszego brata Marcina. To drugi, niezależny zapis linii od protoplasty Jakuba — i zgadza się z drzewem, które rodzina złoży w 1802 roku. Grudzień 1789 roku. Czterostronicowy akt, mocno zniszczony, opisuje „gwałtowny najazd” na Serbinowskich i „przymuszone aresztowanie” Piotra — syna Józefa, tego samego, który za kilkanaście lat będzie archiwistą sądów powiatowych w Uszycy. Tekst jest w wielu miejscach nieczytelny. Wiadomo, że najazd przyszedł w ślad za sprzedażą: Orłowski skupował udziały w Serbinowcach, Ołtarzewscy odstąpili mu swój, a kto został — przeszkadzał. Antoni zmarł między 1786 a 1797 rokiem. Zostawił małoletnie dzieci: Pawła, Jana i Konstancję. 11 sierpnia 1797 roku „urodzony Paweł Serbinowski, namiestnik wojsk byłych polskich” — a namiestnik to w chorągwiach narodowych dawnej Rzeczypospolitej zastępca rotmistrza, wybierany spośród towarzyszy, stopień mniej więcej dzisiejszego porucznika; „wojska byłe polskie” to armia sprzed rozbiorów, która w 1797 roku już nie istniała — stanął przed sądem w Litynie w imieniu własnym, brata i siostry, i oskarżył ich opiekuna, Piotra Gruszczyńskiego. Opiekun odebrał od Orłowskiego sumę należną sierotom „razem z prowizją za lat kilka” i „tymi pieniędzmi korzystał dotychczas”; a „bydło, konie, zboża i wszystek majątek” po ojcu „do siebie zabrał”. Paweł z własnych pieniędzy spłacił dług ojca. Samego testamentu w aktach nie ma — wiemy o nim tylko z tego manifestu, i to on jest jedynym źródłem do całej sprawy. Kim był ten opiekun? Odpowiedź przyszła w 2026 roku, z protokołu zgromadzenia szlacheckiego w sprawie Gruszczyńskich, spisanego w grudniu 1802 roku: „Piotr, Andrzeja syn, Gruszczyński, lat sześćdziesiąt osiem, ożeniony z Wiktorią Serbinowską, lat sześćdziesiąt; córki ich Marianna lat osiemnaście, Anila lat czternaście, Zofia lat dwanaście… w powiecie lityńskim we wsi Radziejowcach mieszkają”. Opiekunem sierot był mąż Serbinowskiej — najpewniej siostry Antoniego i Józefa. Wiktoria urodziła się około 1742 roku. I tu badacz stawia hipotezę, której nie da się na razie udowodnić, ale której trudno się oprzeć: żona Pawła nazywała się Marianna z Gruszczyńskich; syn Pawła, Teodor, urodził się w 1804 roku; a córka opiekuna, Marianna, miała w 1802 roku osiemnaście lat. Czy Paweł ożenił się z córką człowieka, którego pozwał — i zarazem z własną siostrą stryjeczną? Rozstrzygnie to tylko metryka ślubu. Ostatni akt tego odcinka. 23 kwietnia 1799 roku — już w Radziejowcach, nie w Serbinowcach — Józef zastawia na trzy lata swoją część wsi Piotrowi Biskupskiemu, mężowi własnej bratanicy. Do końca stulecia obaj bracia wyzbyli się udziałów w gnieździe. Ich dzieci mieszkają w Radziejowcach, na czynszu. Gdy pół wieku później urzędnicy zażądają od Teodora dowodów, że przodkowie „posiadali dobra ziemskie z poddanymi”, nie będzie już czego pokazać. W następnym odcinku: trzej kuzyni piszą do cara.