Odcinek 6. „Proszą Paweł i Jan, synowie Antoniego”. Wywód szlachectwa na Podolu. Po trzecim rozbiorze Podole znalazło się w Rosji. A w Rosji szlachcicem nie był ten, kto nim był — tylko ten, kto to udowodnił. Każda rodzina musiała stanąć przed gubernialnym zgromadzeniem deputatów szlacheckich, przedstawić dokumenty i uzyskać wpis do księgi rodowodowej. Serbinowscy zrobili to w 1802 roku. Teczka, którą przez następne pięćdziesiąt sześć lat zapełniały podania, odpisy i raporty, liczy dziś sto siedemdziesiąt siedem kart. To najobszerniejsze źródło do dziejów rodu. Pierwsza karta jest zarazem najbardziej zniszczona — ubytki, przedarcia, plamy. Ale da się przeczytać początek: „Najjaśniejszy, Najpotężniejszy, Wielki Monarcho Aleksandrze Pawłowiczu…”. I dalej: „Proszą urodzeni Paweł i Jan, synowie Antoniego, tudzież Piotr, syn Józefa, bracia między sobą stryjeczno-rodzeni, a wnukowie Jakuba Serbinowskiego, mieszkający w powiecie lityńskim”. Data: 15 października 1802 roku. Trzej kuzyni z Radziejowiec piszą do cara. Zapewniają, że ich przodkowie „od najdawniejszych czasów” nie trudnili się niczym nieszlacheckim. Co dołączyli? Wszystko, co słyszeliśmy w poprzednich odcinkach: przywilej z 1537 roku z potwierdzeniami, akt z 1738, manifesty z lat 1766, 1786, 1789 i 1797. I spis rodziny. Z niego wiemy, że Piotr, syn Józefa, miał trzydzieści jeden lat, był kawalerem i pracował jako archiwista przy kancelarii sądów powiatowych w Uszycy. Zgromadzenie rozpatrzyło sprawę w połowie grudnia — jedna księga mówi: trzynastego, druga: piętnastego. Werdykt: wpisać ród do szóstej części księgi rodowodowej. Szósta część była zarezerwowana dla szlachty „starożytnej”, która wywodziła się z czasów sprzed stu lat i więcej. Lepiej być nie mogło. W rejestrze sprawa dostała numer 302 — i ten numer będzie jej towarzyszył do samego końca. W tych samych miesiącach, w sierpniu 1802 roku, Piotr Serbinowski podpisał wraz z siedmioma sąsiadami — „obywatelami, urzędnikami i szlachtą niewątpliwą” — świadectwo szlachectwa dla kogoś z okolicy i przyłożył pod nim własną pieczęć lakową. To jedyny znany odcisk pieczęci kogokolwiek z tego rodu. I tu rozczarowanie: lak jest spękany, rozmazany, na fotografii rysunku nie widać, a odciski są przesunięte względem podpisów tak, że nie wiadomo nawet na pewno, który jest Piotra. Lepszego zdjęcia nie będzie. Musi wystarczyć to, co jest: dowód, że Piotr w 1802 roku pieczętował się własnym herbem — nawet jeśli jego rysunku już nie odczytamy. Tym cenniejszy jest jedyny słowny opis herbu, jaki w ogóle znaleziono w ośmiu latach badań. Nie na Podolu — w guberni kijowskiej, w wywodzie Pawła Serbinowskiego, syna Karola, z 1797 roku. W ostatniej rubryce urzędnik wpisał: „Herb: Podkowa, Krzyż i Strzała Darta”. Podkowa z zaćwieczonym krzyżem i strzałą — to opis herbu Dołęga. Mamy więc dwa niezależne świadectwa herbu: słowny opis z gałęzi kijowskiej, z 1797 roku, i odcisk pieczęci z gałęzi podolskiej, z 1802 roku. Pierwsze czytelne, drugie — nieczytelne na jedynej fotografii, jaką mamy. Gdyby pieczęć Piotra okazała się Dołęgą, obie gałęzie pieczętowałyby się tym samym znakiem. O gałęzi kijowskiej opowiemy osobno. Wróćmy do Radziejowiec. Paweł, ten namiestnik wojsk byłych polskich, i Marianna z Gruszczyńskich mieli syna Teodora. Ochrzcił go 6 maja 1804 roku w Hryszkach unicki paroch Gabriel Wysocki; chrzestnym był Konstanty Kostko Radziejowski — sąsiad z rodu, który nadał wsi nazwę. W lutym 1833 roku Teodor, podpisujący się jeszcze „Serbinowicz”, poprosił o dopisanie go do postanowienia z 1802 roku jako syna Pawła. Zgromadzenie się zgodziło. A w grudniu tego samego roku Teodor zrobił coś, co po latach okaże się brzemienne w skutki: złożył osobiste oświadczenie, że dwaj młodzi ludzie z Kijowszczyzny — Piotr, urodzony w 1810 roku w Szpyndówce, i Wasyl, urodzony w 1816 roku, synowie Karola, „byłego ekonoma szpyndowskiego” — „od tego samego z nim przodka pochodzą” i są jego braćmi stryjecznymi. Na tej podstawie wpisano obu. Pod oświadczeniem Teodora podpisał się za niego Jan Radziejowski. Teodor nie umiał pisać po rosyjsku. Potem na dziesięć lat zapadła cisza. Od 1844 roku sprawa leżała w Zgromadzeniu nierozpatrzona. W 1849 roku ruszyła lawina pism. Zgromadzenie zażądało od konsystorzy poświadczonych wypisów metrykalnych. Mohylewski Konsystorz przekazał sprawę dziekanowi winnickiemu. Lityński Sąd Ziemski sporządził tabelę genealogiczną i dał ją Teodorowi do poświadczenia — z tej tabeli znamy jego synów: Dominika, lat trzynaście, Aleksandra, lat dziesięć, i Jana, lat cztery. Dowiadujemy się też, że kuzyn Piotr, syn Karola, zmarł w 1837 roku. 30 sierpnia 1849 roku Teodor podpisał „podpiskę”: zobowiązał się dostarczyć dokumenty potwierdzające, że przodkowie „posiadali dobra ziemskie z poddanymi lub przywileje królewskie”. I tu zaczął się problem, którego nie dało się rozwiązać. Konsystorz, szukając w 1850 roku metryki Teodora w księgach parafialnych za lata 1801–1807, odpowiedniego wpisu nie znalazł — choć sama metryka ma solidne poświadczenia z lat 1826 i 1827. A dzieci Antoniego i Józefa, urodzone między 1760 a 1790 rokiem, nie figurują ani w księgach kościoła w Mieżyrowie, ani w księgach cerkwi w Serbinowcach. Gdzie je chrzczono — nie wiadomo do dziś. Rodzina szlachty czynszowej, chrzcząca dzieci w unickich kaplicach na wsi, nie miała papierów, jakich żądał urząd stworzony dla rodów z pałacami. Na koniec drzewo. Oficjalny wpis w Księdze Genealogicznej guberni podolskiej ma na marginesie rysunek: Jakub, pod nim Iwan, pod nim drugi Jakub, pod nim Antoni i Józef; pod Antonim Paweł i Jan, pod Józefem Piotr. Akt z 1738 roku, który słyszeliśmy w odcinku czwartym, potwierdza ten układ co do pokolenia. Zeznanie Jana, syna Karola, z 1787 roku — też. Trzy niezależne zapisy, jeden protoplasta: Jakub. Czy to Jakub z Łysohorców z 1635 roku — tego wciąż nie wiemy. W następnym odcinku jedziemy do Kijowa, gdzie w 1842 roku Centralna Komisja Rewizyjna czyta te same dokumenty — i dochodzi do innych wniosków.