Odcinek 8. Petersburg, 21 marca 1858. Metrykant, który szukał w złym zbiorze. Sprawa, która zaczęła się petycją do cara w październiku 1802 roku, skończyła się ukazem Senatu w marcu 1858. Pięćdziesiąt sześć lat. Trzy instancje: zgromadzenie w Kamieńcu, komisja w Kijowie, Senat w Petersburgu. Setki kart. Decyzja była negatywna. Ale jej uzasadnienie — odczytane dziś z obu kompletów akt, petersburskiego i podolskiego — pokazuje coś, co wtedy nie było widoczne: że przesądził o niej błąd archiwalny, nie brak dokumentu. Zacznijmy od końca drogi. 29 marca 1857 roku Podolskie Zgromadzenie Deputatów Szlacheckich wydało postanowienie w sprawie „szlachectwa Fiodora, syna Pawła, Serbinowskiego z synami Dominikiem, Aleksandrem i Iwanem” i dwa tygodnie później przesłało akta do Departamentu Heroldii Senatu Rządzącego. Stanowy prystaw doręczył Teodorowi zawiadomienie w czerwcu. Teczka, która powstała w Petersburgu, ma siedemdziesiąt sześć kart i zawiera odpisy wszystkiego: od przywileju z 1591 roku dla braci Seretków-Serbinów po kijowską uchwałę z 1842 roku. Heroldia postąpiła według procedury. Dokumenty przekazano przez ober-prokuratora do sprawdzenia w Metryce Litewskiej — w dawnym archiwum Wielkiego Księstwa Litewskiego, które po rozbiorach przewieziono do Petersburga. Sprawdzał metrykant nazwiskiem Malewski. 10 października 1857 roku złożył raport numer 39: przywilej, na który powołują się Serbinowscy, w aktach Metryki Litewskiej nie figuruje. 8 listopada Senat rozpatrzył sprawę na posiedzeniu. Ukaz podpisano 21 marca 1858 roku. Jego kopia w teczce podolskiej jest dobrze czytelna, więc posłuchajmy, co Senat napisał. Po pierwsze: „Serbinowscy dochodzą szlachectwa na podstawie przywileju króla polskiego Augusta II, w którym potwierdzono prawa Mirona, Jakuba i Mikołaja Serbinowskich do lennego posiadania wsi Serbinowce” — przedstawionego „w postaci wypisu z ksiąg aktowych Latyczowskiego Sądu Grodzkiego”. Lecz „wspomniany przywilej nie zgadza się w aktach z Metryką Litewską, a przeto nie może zostać przyjęty za podstawę”. Po drugie, pozostałe dokumenty — wypisy z 1738 roku o sporze Jakuba, syna Iwana; z 1776 roku o uznaniu Antoniego i Józefa za współdziedziców; i manifestacja z 1797 roku Pawła przeciw Gruszczyńskiemu o majątek po ojcu Antonim — „nie zawierają dowodu ani posiadania przez przodków Serbinowskich zaludnionych majątków w czasach przed wydaniem gramoty szlacheckiej z 21 kwietnia 1785 roku, ani pochodzenia jednej osoby od drugiej”. I wyrok: „postanowienie Podolskiego Zgromadzenia Deputatów o wpisaniu Serbinowskich do księgi rodowodowej uchylić”. Dokumenty zwrócić. Od proszących ściągnąć opłaty herbowe i koszty postępowania. Podpisali: towarzysz herołdmajstra Zubow, sekretarz Orłow. Co działo się potem, wiemy z adnotacji na marginesach. Ukaz numer 1829 ogłoszono Serbinowskim 10 maja 1858 roku przez Lityński Sąd Ziemski. 10 lipca Teodor podpisał zobowiązanie, że „dodatkowe dokumenty przedstawi w wymaganym terminie” — miał na to trzy lata, do 10 lipca 1861 roku. Zgromadzenie doniosło Senatowi, że ukaz „o niezatwierdzeniu w szlachectwie rodu Serbinowskich” otrzymało i opłaty ściąga. A potem w teczce nie ma już nic — żadnego odwołania, żadnych nowych dokumentów. Ostatnia, sto siedemdziesiąta siódma karta nosi tylko adnotację archiwalną sekretarza Kamińskiego z czerwca 1893 roku. Ktoś po trzydziestu pięciu latach otworzył teczkę, zajrzał i odłożył. Zatrzymajmy się nad tym, co właściwie przesądziło. Senat nie zarzucił Serbinowskim fałszerstwa. Zarzucił dwie rzeczy. Pierwsza: ich kluczowego przywileju nie ma tam, gdzie go szukano. I tu — jak ustalił badacz w toku własnych kwerend — tkwi błąd. Dokumenty dotyczące Podola i starostwa barskiego nie trafiały do Metryki Litewskiej. Trafiały do Metryki Koronnej, w Warszawie. Malewski szukał w niewłaściwym zbiorze. Badacz odnalazł to, czego metrykant nie znalazł. Czy ten jeden fakt zmieniłby wyrok, gdyby Senat o nim wiedział? Tego nie wiemy. Bo był jeszcze zarzut drugi. Zarzut drugi był trafny i dotyczył tego, czego rodzina czynszowej szlachty z Radziejowiec nie była już w stanie naprawić. Akty, które miała, mówiły o ziemi, o sporach, o sprzedażach — nie o urodzeniach. Metryki z unickich kaplic, w których chrzczono dzieci, konsystorz nie potrafił odszukać. A dobra z poddanymi, których istnienia żądało prawo z 1785 roku, ojcowie sprzedali w latach 1786–1799. Dokładnie w tym momencie historii, w którym stały się potrzebne. Co było potem? Według badacza, który sprawdził to w niezależnych źródłach, od 1858 roku rodzina Teodora figuruje w metrykach kościelnych już nie jako szlachta, lecz jako jednodworcy. Synowie Teodora — Dominik, urodzony około 1836 roku, Aleksander około 1839, Jan około 1845 i najmłodszy Stefan, urodzony około 1852 — dorastali bez tytułu, o który ich ojciec walczył przez ćwierć wieku. Ich dalsze losy to zadanie na kolejne lata poszukiwań. Jest w tej historii gorzka symetria. W 1557 roku Radziejowscy procesowali się ze starostą barskim i król przyznał im rację: są wolną szlachtą, podlegają sądom w Kamieńcu, mają służyć konno. Trzysta lat później potomkowie ich sąsiadów i krewnych, mieszkający w tej samej wsi, usłyszeli od innego państwa, że nie potrafią udowodnić, kim są. Nie dlatego, że nie byli. Dlatego, że papiery, które by to potwierdziły, leżały w złym archiwum — albo nigdy nie zostały spisane. W następnym odcinku wracamy w czasie i przestrzeni: do roku 1745, do cerkwi w Potyjówce pod Białą Cerkwią, gdzie bierze ślub Karol Serbinowski — założyciel gałęzi kijowskiej.