Serbinowscy — historia rodu · artykuł 11 z 12

Dębowa Wólka. Serbinowscy we wspomnieniach sąsiada (przełom XIX i XX w.)

Dwie zagrody nad Bohem, woły z Besarabii i dom, jaki mieli wszyscy w osadzie — według „Pamiętnika Kijowskiego”

Okres: ok. 1880–1914 · Główne źródła: T. Bończa-Tomaszewski, „Dębowa Wólka. Fragment wspomnień”, Pamiętnik Kijowski, t. III, s. 76–77

Dokumenty urzędowe mówią, kto, kiedy i gdzie — rzadko mówią, jak. Wyjątkiem jest kilka stron trzeciego tomu „Pamiętnika Kijowskiego” (Londyn 1966), w których Tadeusz Bończa-Tomaszewski, syn dzierżawcy folwarku Dębowa, opisał z pamięci szlachecką osadę Dębowa Wólka nad Bohem, na północ od Winnicy. Wśród dziewięciu rodzin, które tam mieszkały, wymienia „Serbynowskich — dwie zagrody”. I tylko tu dowiadujemy się, czym jeden z nich zajmował się na co dzień.

Osada

„Osiedle Dębowa Wólka, gmina i poczta Strzyżawka, pow. Winnicki, położone na lewym brzegu Bohu około pół wiorsty od rzeki, było zamieszkane przez kilka rodzin szlacheckich Polaków-katolików” — zaczyna autor. „Zamieszkiwały osadę następujące rodziny: Wingłowscy, Bundiużan (z Ukraińców), Stoccy, Serbynowscy — dwie zagrody, Bieleccy, Miałkowscy, Wysoccy (właściciele sklepiku wiejskiego), Łastowieccy i Jejziorowie. Na skraju osady stał w sadzie w pewnym oddaleniu od drogi dworek p. Konstantego i Barbary Bończa-Tomaszewskich.”

Ziemi było mało: „od 6 do 12 dziesięcin” na rodzinę. „Szlachta w Dębowej Wólce przed reformą włościańską była na czynszu i dopiero po reformie wykupiła grunta na własność. Większość rodzin w Wólce była ze sobą spowinowacona przez małżeństwa.” To ten sam świat, który znamy z rewizji i akt legitymacyjnych: szlachta zagrodowa, czynszowa, mieszkająca gromadnie, zarabiająca na folwarku jako siewcy i kosiarze „za kopicę”, zbierająca w lasach orzechy, grzyby i żołędzie.

Pamiętnik Kijowski, tom trzeci — strona tytułowa
Pamiętnik Kijowski, tom trzeci, nakładem Koła Kijowian, Londyn 1966 — karta tytułowa; na stronie obok herb województwa podolskiego według „Gniazda cnoty” B. Paprockiego (1578).
Pamiętnik Kijowski, t. III, s. 76
Tadeusz Bończa-Tomaszewski, „Dębowa Wólka. Fragment wspomnień”, Pamiętnik Kijowski, t. III, s. 76. Początek wspomnienia z listą rodzin osady, w tym „Serbynowscy — dwie zagrody”, i opisem źródeł utrzymania.

Serbynowski i woły z Besarabii

Najważniejszy dla nas akapit dotyczy hodowli: „Poważnym źródłem dochodu były też opasy — stawiano woły w wołowni przy cukrowni w Kalinówce, odległej o 6 wiorst od Dębowej Wólki. Co roku na początku lata p. Konstanty Tomaszewski z p. Serbynowskim udawał się do Besarabii, gdzie zakupywali partię wołów na zamówienie i folwarku Dębowej, i cukrowni, i sąsiadów z Dębowej Wólki. Do jesieni woły pasły się na pastwisku gromadzkim, zaś w jesieni, gdy cukrownia rozpoczynała kampanię, woły szły do wołowni na wypas wytłokami („żomem”). Opasy potem kupowali kupcy żydowscy i sprzedawali na rzeź przeważnie do Warszawy.”

Serbynowski z Dębowej Wólki był więc człowiekiem zaufania całej osady — tym, który razem z właścicielem dworku jeździł kilkaset wiorst na południe, by kupić bydło „na zamówienie” folwarku, cukrowni i sąsiadów. „Tak więc nie tyle gospodarstwo rolne, ile hodowlane oraz robocizna najemna dawały główny dochód” — podsumowuje autor. Warto zestawić to z innym Serbinowskim z tej samej epoki i z tych samych okolic Kalinówki: Adamem z Kotiużyniec, który w spisie 1897 r. podał zawód „handlarz świniami” (artykuł 10). Pamiętnik nie mówi, kim byli dla siebie ci dwaj — ale badacz to ustalił: Serbynowski od wołów to najpewniej Dominik Serbinowski, urodzony 28 lipca 1860 r. w Dębowej Słobodzie (tak metryki nazywają Dębową Wólkę), syn Gabriela i Balbiny z Truszkowskich, zmarły około 1923 r. — a więc brat stryjeczny Adama: ich ojcowie, Gabriel i Szymon, byli braćmi, synami Michała i Marianny z Jaworskich (artykuł 10). Dwaj bracia stryjeczni, dwa handle zwierzętami — woły i świnie — po dwóch stronach Kalinówki.

Pamiętnik Kijowski, t. III, s. 77
Pamiętnik Kijowski, t. III, s. 77. Opis gospodarstwa i chaty Dominika Miałkowskiego — „według tego typu mniej więcej podobnie wyglądały inne sadyby w Dębowej Wólce”.

Dom

Autor opisuje szczegółowo tylko jedno obejście — najbogatszego gospodarza, Dominika Miałkowskiego — i dodaje: „Tak wyglądał dom i obejście p. Dominika Miałkowskiego. Według tego typu mniej więcej podobnie wyglądały inne sadyby w Dębowej Wólce.” Mamy więc, z zastrzeżeniem autora, obraz domu, w jakim mieszkali także Serbynowscy:

„Dom a właściwie chata… składała się z dwóch części. Pośrodku były drzwi wejściowe, ciężkie, dębowe, sień i komora, na lewo izba kuchenna. Było w niej pięć okien sześcioszybowych… Zamiast podłogi było klepisko, które co soboty tynkowano gliną zaprawioną na czerwono miałem specjalnie w tym celu tłuczonej cegły i posypywano piaskiem. Na prawo od drzwi był duży piec… Z piecem się łączyła „leżanka”, w której były wmurowane dwa duże kotły służące do gotowania buraków i kartofli dwa razy dziennie dla nierogacizny. Dalej wzdłuż tylnej ściany stało szerokie drewniane łóżko zasłane trzema „rabczunami” (pasiakami), na łóżku stos poduszek. Pod oknem pięknie rzeźbiona drewniana skrzynia, dalej stół dębowy z dwiema szufladami przykryty białym obrusem… W tej izbie koncentrowało się całe życie codzienne. Na prawo z sieni malowane olejno drzwi prowadziły do drugiej połowy domu, gdzie były dwa pokoje… W każdym pokoju z wyjątkiem gościnnego, tak samo i w izbie kuchennej wisiały na ścianach, od drzwi aż do łóżka, duże obrazy świętych oprawione w ramach, jeden obok drugiego tuż pod sufitem. Na frontowej ścianie między dwoma oknami wisiało duże lustro i zegar ścienny oraz fotografie rodzinne.”Pamiętnik Kijowski, t. III, s. 76–77

Do tego inwentarz: u Miałkowskiego 6–8 wołów „siwych besarabców”, jedna para gniadych koni — „bo przecież do kościoła, jak pospolitak, nie będę chodził na piechotę”, mawiał — sześć krów, dwadzieścia świń, kilkadziesiąt owiec, drób, pasieka i sad. Oświetlenie: łuczywo i krzesiwo z hubką, bo „nafta kosztowała, kaganiec kopcił, zaś świec woskowych żałowano”.

Skąd wiemy, że to „nasi”?

Pamiętnik nie podaje imion Serbynowskich ani ich pochodzenia. Ich miejsce w drzewie ustalił natomiast badacz na podstawie metryk parafii w Strzyżawce, do której należała Dębowa Wólka: Gabriel Serbinowski, syn Michała i Marianny z Jaworskich (spisek 1834 r., artykuł 10), ożenił się 15 października 1850 r. w Strzyżawce z Balbiną Truszkowską; ich syn Dominik urodził się 28 lipca 1860 r. w Dębowej Słobodzie i w metrykach z lat 90. XIX w. występuje tam jako odnodworzec, z żoną Barbarą. Dominik jest więc bratem stryjecznym Adama z Kotiużyniec, syna Szymona — obaj to wnukowie Michała, z linii Fabiana. Że to właśnie Dominik jeździł z Tomaszewskim po woły, jest identyfikacją badacza: pamiętnik podaje tylko nazwisko, ale w czasie, który opisuje, Dominik był gospodarzem jednej z dwóch zagród Serbynowskich w osadzie. Pozostałe metryki Strzyżawki z lat 1860–1899 (DAWiO, f. 904) są w zbiorach badacza i czekają na pełne opracowanie.

Źródła

🎧 Podcast — odcinek 11: Jak Serbinowscy zarabiali na besarabskich wołach

Pobierz MP3 Tekst odcinka Kanał RSS podcastu

Scenariusz odcinka podcastu (tekst)

Odcinek 11. Dębowa Wólka. Serbinowscy we wspomnieniach sąsiada.

Dokumenty urzędowe mówią, kto, kiedy i gdzie. Rzadko mówią, jak. Jak wyglądał dom, co jedzono, czym się zajmowano, z kim jeżdżono na jarmark. Dla Serbinowskich istnieje jeden wyjątek: kilka stron wspomnień wydrukowanych w trzecim tomie „Pamiętnika Kijowskiego”, wydanego w Londynie w 1966 roku nakładem Koła Kijowian — dawnych mieszkańców Kijowszczyzny na emigracji. Autor, Tadeusz Bończa-Tomaszewski, syn dzierżawcy folwarku Dębowa, opisał z pamięci szlachecką osadę, obok której dorastał — Dębową Wólkę nad Bohem, na północ od Winnicy. I wśród rodzin, które tam mieszkały, wymienił Serbynowskich.

Posłuchajmy, jak zaczyna. „Osiedle Dębowa Wólka, gmina i poczta Strzyżawka, powiat winnicki, położone na lewym brzegu Bohu około pół wiorsty od rzeki, było zamieszkane przez kilka rodzin szlacheckich Polaków-katolików. Jedyna rodzina ukraińska już dawno przeszła na katolicyzm i uważała się za polską. Zamieszkiwały osadę następujące rodziny: Wingłowscy, Bundiużan, Stoccy, Serbynowscy — dwie zagrody, Bieleccy, Miałkowscy, Wysoccy, właściciele sklepiku wiejskiego, Łastowieccy i Jejziorowie”. Na skraju, w sadzie, stał dworek państwa Tomaszewskich — „uważano go już za dwór, chociaż większa część gruntów była skonfiskowana po powstaniu 1863 roku”.

Dwie zagrody Serbynowskich. Autor pisze nazwisko przez „y” — tak je słyszał. Ziemi mieli wszyscy mało: „od sześciu do dwunastu dziesięcin”. „Szlachta w Dębowej Wólce przed reformą włościańską była na czynszu i dopiero po reformie wykupiła grunta na własność. Większość rodzin w Wólce była ze sobą spowinowacona przez małżeństwa”. To ten sam świat, który znamy z rewizji i z akt legitymacyjnych: szlachta zagrodowa, czynszowa, mieszkająca gromadnie, dorabiająca na folwarku — jako siewcy, bo folwark siał zboże jare ręcznie; jako kosiarze „za kopicę”, czyli za umówioną część siana; przy kopaniu buraków, co dawało gotówkę i nać na paszę. Jesienią zbierano w lasach, za opłatą, orzechy, grzyby i żołędzie — te ostatnie dla świń.

I teraz akapit, dla którego ten odcinek istnieje. „Poważnym źródłem dochodu były też opasy — stawiano woły w wołowni przy cukrowni w Kalinówce, odległej o sześć wiorst od Dębowej Wólki. Co roku na początku lata pan Konstanty Tomaszewski z panem Serbynowskim udawał się do Besarabii, gdzie zakupywali partię wołów na zamówienie i folwarku Dębowej, i cukrowni, i sąsiadów z Dębowej Wólki. Do jesieni woły pasły się na pastwisku gromadzkim, zaś w jesieni, gdy cukrownia rozpoczynała kampanię, woły szły do wołowni na wypas wytłokami. Opasy potem kupowali kupcy żydowscy i sprzedawali na rzeź przeważnie do Warszawy”.

Zatrzymajmy się nad tym. Co roku, na początku lata, pan Serbynowski z Dębowej Wólki wyruszał z właścicielem dworku do Besarabii — kilkaset wiorst na południe, nad Dniestr i dalej — żeby kupić partię wołów. Nie dla siebie. „Na zamówienie” folwarku, cukrowni i sąsiadów. Trzeba było znać się na bydle, umieć się targować, mieć zaufanie ludzi, którzy powierzali pieniądze. Siwe „besarabce” pasły się potem na wspólnym pastwisku, jesienią szły do wołowni przy cukrowni, gdzie tuczono je wytłokami buraczanymi, a zimą jechały na rzeź do Warszawy. „Tak więc nie tyle gospodarstwo rolne, ile hodowlane oraz robocizna najemna dawały główny dochód” — podsumowuje autor.

Warto to zestawić z innym Serbinowskim z tej samej epoki i tej samej okolicy Kalinówki: Adamem z Kotiużyniec, który w spisie 1897 roku, w rubryce „zawód”, podał: handlarz świniami. Dwóch ludzi o tym samym nazwisku, kilkanaście kilometrów od siebie, obaj żyjący z handlu zwierzętami. Pamiętnik nie mówi, kim byli dla siebie. Ale metryki ze Strzyżawki mówią. Serbynowski od wołów to najpewniej Dominik, urodzony w 1860 roku w Dębowej Słobodzie — tak księgi nazywają Dębową Wólkę — syn Gabriela i Balbiny z Truszkowskich. A Gabriel i Szymon, ojciec Adama, byli braćmi, synami Michała i Marianny z Jaworskich. Dominik i Adam to bracia stryjeczni. Dwaj wnukowie Michała, woły i świnie, po dwóch stronach Kalinówki.

A dom? Autor opisuje szczegółowo tylko jedno obejście — najbogatszego gospodarza, Dominika Miałkowskiego — i kończy zdaniem, które pozwala przenieść ten opis na sąsiadów: „Tak wyglądał dom i obejście pana Dominika Miałkowskiego. Według tego typu mniej więcej podobnie wyglądały inne sadyby w Dębowej Wólce”. Więc posłuchajmy, jak mniej więcej mieszkali Serbynowscy.

„Dom, a właściwie chata, składała się z dwóch części. Pośrodku były drzwi wejściowe, ciężkie, dębowe, sień i komora, na lewo izba kuchenna. Było w niej pięć okien sześcioszybowych. Zamiast podłogi było klepisko, które co soboty tynkowano gliną zaprawioną na czerwono miałem tłuczonej cegły i posypywano piaskiem. Na prawo od drzwi był duży piec”. Z piecem łączyła się leżanka z dwoma kotłami, w których dwa razy dziennie gotowano buraki i kartofle dla świń. Wzdłuż tylnej ściany szerokie drewniane łóżko zasłane pasiakami, na nim stos poduszek. Pod oknem rzeźbiona skrzynia, dębowy stół z białym obrusem, ławka, dwa krzesła, kredens, ceber z wodą. Pod sufitem żerdź na kożuchy i bekiesze. „W tej izbie koncentrowało się całe życie codzienne”. Z sieni malowane drzwi prowadziły do dwóch pokoi: w pierwszym łóżko z sześcioma twardymi poduszkami „sięgającymi aż do sufitu”, na których „nikt chyba nie sypiał”; w drugim, gościnnym, żelazne łóżko i stolik. Na ścianach, pod sufitem, jeden obok drugiego, obrazy świętych. Między oknami lustro, zegar i fotografie rodzinne.

Światło? Łuczywo i krzesiwo z hubką, „bo wszak nafta kosztowała, kaganiec kopcił, zaś świec woskowych żałowano”. Inwentarz u Miałkowskiego: sześć do ośmiu wołów, jedna para gniadych koni — „bo przecież do kościoła, jak pospolitak, nie będę chodził na piechotę”, mawiał — sześć krów, dwadzieścia świń, kilkadziesiąt owiec, drób, pasieka, sad.

Na koniec uczciwie. Pamiętnik nie podaje imion Serbynowskich ani skąd przyszli — to wiemy z innych źródeł. Że to Dominik jeździł po woły, jest identyfikacją badacza: w czasie, który pamiętnik opisuje, Dominik był gospodarzem jednej z dwóch zagród w osadzie, a należy do linii Fabiana, o której opowiadał poprzedni odcinek. Reszta metryk Strzyżawki czeka na odczytanie. A z pamiętnika zostaje obraz, jakiego żaden urząd nie zapisał: człowiek, który co roku na początku lata jedzie do Besarabii po woły.

W ostatnim odcinku: mapa. Wszystkie miejsca z tej historii — gdzie leżą dziś i jak do nich trafić.