Co o XVII i początku XVIII w. mówią akty, które rodzina zbierała na dowód swojego szlachectwa
Po 1635 r. ślad Serbinowskich w Metryce Koronnej urywa się na blisko sto lat. To nie znaczy, że rodzina zniknęła — zniknęły raczej księgi: zbiory, z których korzystali historycy przed wojną, w dużej części już nie istnieją. O XVII stuleciu wiemy więc głównie z tego, co sami Serbinowscy odpisali i złożyli w XIX w. jako dowody swojego szlachectwa. A z tych odpisów wyłania się obraz wsi dzielonej między kilka spokrewnionych rodzin i bronionej — przed starostami barskimi i przed własnymi krewnymi.
Fundamentem całego wywodu, powtarzanym w każdej instancji od 1802 do 1858 r., był przywilej, który — według odpisu z ksiąg grodzkich latyczowskich — Zygmunt I nadał w 1537 r. „Mironowi, Jakubowi i Mikołajowi Serbinowskim” na lenne posiadanie wsi Serbinowce, a kolejni królowie potwierdzali: Zygmunt August w 1548, Stefan Batory w 1577, Zygmunt III w 1621 i Władysław IV w 1641 r. W wypisach podano też, że Jakub Serbinowski w 1537 r. w Klityńcach zapisał „Magdalenie Klityńskiej, małżonce przyszłej”, sumę na dobrach Serbinowcach.

Metryka Koronna, przejrzana w latach 2018–2026, pokazuje Serbinowskich dopiero od 1607 r., a Kumanówkę zasiedloną na nowo w latach 90. XVI w. (artykuł 2). Przywilej z 1537 r. znany jest wyłącznie z odpisów w aktach legitymacyjnych. Senat w 1858 r. nie odnalazł go w Metryce Litewskiej (artykuł 8); według ustaleń badacza urzędnik szukał w niewłaściwym zbiorze — dokument figuruje w Metryce Koronnej. Pytanie o zgodność daty i imion z zachowanymi księgami pozostaje otwarte i uczciwie trzeba to powiedzieć czytelnikowi.
Sumariusz dóbr Serbinowce z 1778 r. notuje dwa akty, które tłumaczą, skąd we wsi wzięły się rodziny Iwaszkowskich i Ołtarzewskich. W 1603 r. w Kamieńcu Podolskim „Mikołaj Serbinowski i Anastazja z Klityńskich małżonkowie i Miron Serbinowski brat stryjeczny” darowali swoje dziedziczne Serbinowce „Mikołajowi Gniewoszowi Iwaszkowskiemu i Maryannie z Serbinowskich małżonkom”. W 1693 r. Jan Serbinowski z żoną Zuzanną zawarł intercyzę przedślubną z Janem Ołtarzewskim, „J. Panny Anny Serbinowskiej mężem przyszłym, zięciem swoim”. Hruszewski ujął to jednym zdaniem: „oprócz nich dziedzicami w Serbinowcach w XVIII w. byli Iwaszkowscy, Ołtarzewscy, którzy nabyli w XVII w. udziały w Serbinowcach drogą małżeństw”.
Intercyza z 1693 r. jest zarazem jedynym głosem rodziny z epoki, gdy Podole należało do Turcji (1672–1699). Hruszewski, pisząc o losach szlachty barskiej po 1672 r., zauważa, że trudno powiedzieć, co się z nią działo, bo wiadomości „o życiu Barszczyzny za cały ten czas prawie nie ma”; sądzi, że nie cała poszła na wygnanie, lecz część „została na swoich osadach”. I jako przykład tych, którzy wyszli, przytacza słowa z jednego dokumentu: pod koniec XVII w. szlachta ta „z daleka patrzy na substancyą swoją” — „jak wyrażają się w jednym dokumencie Serbinowscy”. W przypisie podaje źródło: Kijowskie Archiwum Centralne, księga nr 5284, k. 1186 — „intercyza Serbinowskich i Ołtarzewskiego 1693 r., w Uninie”. Badacz ustalił, co to za księga: akt z 1693 r. wpisano (oblatowano) w 1739 r. do księgi grodzkiej latyczowskiej potocznej, która w kijowskim archiwum nosiła sygnaturę 5284 — i która nie zachowała się do dziś. Cytat Hruszewskiego jest więc jedynym śladem brzmienia tego dokumentu, a zdanie Jana Serbinowskiego o majątku oglądanym z daleka mówi o losie rodziny w czasach tureckich więcej niż wszystkie inne odpisy razem.
26 sierpnia 1703 r. król August II, przebywając w obozie wojskowym pod Sandomierzem, potwierdził „Prawa y Przywileje od Nayjaśnieyszych Krolów Antecessorów na Dobra Serbinowce w Wojewodztwie Podolskim, Powiecie Łatyczowskim” — nie Serbinowskiemu, lecz Romanowi Gniewoszowi Iwaszkowskiemu, towarzyszowi chorągwi husarskiej wojewody bełskiego, hetmana polnego koronnego, „po spadłych głowach Urodzonych Serbinowskich”. W 1704 r. przywilej wpisano do ksiąg grodzkich latyczowskich. To właśnie ten dokument — wystawiony na nazwisko Iwaszkowski, lecz przywołujący przywilej z 1537 r. dla Serbinowskich — stał się w XIX w. głównym dowodem rodu.

Jedyny z tego stulecia epizod, w którym widać konkretnego człowieka, a nie tylko akt własności, zachował się dzięki temu, że pokrzywdzony kazał go wpisać do ksiąg grodzkich w Latyczowie. Dokument jest krótki i warto go przeczytać w całości — to polszczyzna początku XVIII w., spisana w Barze przez czterech sąsiadów, których obie strony „uprosiły” na rozjemców:
„W sprawie j. m. pana Zachariasza Ziankowskiego, z jedney, a j. m. pana Teodora Serbinowskiego, z drugiey strony, w ten sposób: j. m. pan Serbinowski zadał złodzieystwo j. m. panu Ziankowskiemu, przez co z sobą pojedynkowali; a potym na drodze bezbronnego najachał pan Serbinowski pana Ziankowskiego y zmierzył z pistoleta w piersi, a że nie wystrzelił pistolet, jeno na panewce spaliło, bez co się prawem penowali grodzkim Latyczowskim y Barskim zamkowym. Co my, będąc uproszeni przyjaciele zobopólnie, każdy z swojey sentencyey wydajemy takowe remedium, aby pan Serbinowski za strzelenie z pistoletu winy do klasztoru dał y powinien dać funtów trzy, y przeprosił należycie j. m. pana Ziankowskiego, y uczciwe aby mu przywrócił, y żyć z sobą powinni spokojnie, jako bracia; wszystko złe umorzyć powinny obie strony na wieczne czasy. A która by strona miała ponowić, taką penę na tego nakładamy — winy na pana starostę barskiego grzywien pięćdziesiąt, bez wszelkiey folgi; nie powinien do sądu przystąpić, aż wypłaci te grzywny. A jeżeliby do sądu miała by się udać która strona, nie zapłaciwszy tych założonych grzywien, tedy dwoje tego powinien będzie zapłacić. Co dla lepszego waloru podpisem rąk naszych stwierdzamy. Działo się w Barze dnia siódmego novembra anno millesimo septingentesimo octavo. Szymon Bublikowski. Franciszek Szachnowski. Stefan Popowski. Józef Radziejowski.”Ugoda polubowna z 7 listopada 1708 r., Bar; okazana przez Ziankowskiego w grodzie latyczowskim w tymże roku (księga grodzka latyczowska, Kijowskie Archiwum Centralne nr 5248, k. 479v); wyd. w: Archiwum Jugo-Zapadnej Rosji, dok. LXXX
Co z tego tekstu wynika — i tylko to. Sprawa miała trzy akty. Najpierw Teodor Serbinowski publicznie zarzucił Zachariaszowi Ziankowskiemu kradzież („zadał złodziejstwo”) — w tamtej kulturze zarzut nie do zniesienia bez odpowiedzi. Doszło więc do pojedynku. Potem, już po pojedynku, Serbinowski „najechał” Ziankowskiego na drodze, bezbronnego, i przyłożył mu pistolet do piersi. Broń zawiodła: proch spalił się na panewce, kula nie wyszła. Ziankowski przeżył i poszedł do sądu — do dwóch sądów naraz, grodzkiego w Latyczowie i zamkowego w Barze. Obie strony „penowały się prawem”, czyli ścigały wzajemnie.
Dalej dzieje się to, co w drobnoszlacheckich okolicach działo się często: zamiast czekać na wyroki, strony „uprosiły przyjaciół” — po dwóch z każdej strony — żeby rozstrzygnęli spór polubownie. Rozjemcy wydali „remedium”: Serbinowski ma za strzał oddać karę „do klasztoru” — trzy funty (dokument nie mówi czego; w ugodach tej epoki tak wymierzano zwykle wosk na świece), „przeprosić należycie” i przywrócić Ziankowskiemu dobre imię („uczciwe aby mu przywrócił”), a obaj mają „żyć z sobą spokojnie, jako bracia” i „wszystko złe umorzyć na wieczne czasy”. Na wypadek, gdyby któryś chciał wrócić do sporu, rozjemcy założyli zakład: pięćdziesiąt grzywien kary na rzecz starosty barskiego, „bez wszelkiej folgi”, a kto pójdzie do sądu nie zapłaciwszy — zapłaci podwójnie. To była sankcja realna: pięćdziesiąt grzywien to więcej, niż wart był dział wsi, o jaki procesowano się w tamtych latach.
Wśród czterech podpisów jest Józef Radziejowski — sąsiad z rodu, który dwa i pół wieku wcześniej dzielił z przodkami Serbinowskich Wnuczkowce (artykuł 1) i który sto lat później będzie trzymał do chrztu Teodora, syna Pawła (artykuł 6). Trzej pozostali — Bublikowski, Szachnowski, Popowski — to nazwiska okolicznej szlachty barskiej; Popowscy figurują w Słowniku Geograficznym na liście rodów pełniących tu służbę graniczną.
Kim był Zachariasz Ziankowski i o jaką kradzież poszło — nie wiadomo. Nie wiadomo też, którym Teodorem Serbinowskim jest bohater tej sceny: w akcie z 1738 r. występuje Marianna Zamoyska, „wdowa po Teodorze Serbinowskim”, z dziećmi Antonim i Aleksandrem — chronologia pozwala, by to był ten sam człowiek, ale żaden dokument tego nie potwierdza. Rok 1708 to środek wojny północnej, dziewięć lat po powrocie Podola z rąk tureckich; cztery lata później, w marcu 1712 r., gubernator starostwa Paweł Szczytyński, spisując „zupełne spustoszenie starostwa”, zanotował o Serbinowcach: „szlacheckich chałup trzy, chłopskich sześć; nie może płacić, tylko z ósmej części dymu”. W takiej wsi strzelano do siebie na drodze.
Serbinowce leżały w starostwie barskim, którego starostowie od połowy XVII w. — Jan Wyhowski, potem Lubomirscy — traktowali wsie drobnej szlachty jak własne. 10 października 1716 r. w Winnicy książę Jerzy Dominik Lubomirski „dobrowolnie uznał, że Wieś Serbinowce była Dziedziczna” i zwolnił Serbinowskich z powinności wobec starostwa. Na ten akt rodzina powoływała się przez następne sześćdziesiąt lat, gdy spadkobiercy księcia (Antoni i Franciszek Lubomirscy, 1739) próbowali podważyć jej prawa; spór zakończyła dopiero Komisja Rzeczypospolitej w latach 1776–1778, orzekając, że Serbinowce „nienależeli do Daniny Wyhowskiego” i że dziedzice mają je trzymać „przy posesyi Wiekuistej za prawem Ziemskim”.
1 grudnia 1738 r. („w poniedziałek nazajutrz po święcie św. Andrzeja Apostoła”) przed sądem grodzkim w Latyczowie stanęła cała rodzina. Powodem był Jakub Serbinowski, „niegdy Urodzonego Jana Serbinowskiego z niegdy Urodzoną Zuzanną Słotwińską spłodzony syn, niegdy zaś Urodzonych Jakuba Serbinowskiego i Klityńskiej wnuk”. Obok niego: Marianna Zamoyska, wdowa po Teodorze Serbinowskim, z dziećmi Antonim i Aleksandrem, oraz Józef, Aleksander i Karol Serbinowscy, synowie Jana. Po drugiej stronie — Jan, Stefan, Teodor i Samuel Gniewosz-Iwaszkowscy, synowie Romana i Heleny, oraz ich siostra Marianna z mężem Piotrem Synhajewskim. Obie strony nazywały się dziedzicami Serbinowiec, a sam akt przyznaje: quo iuris titulo nescitur — „z jakiego tytułu prawnego, nie wiadomo”.

Ten akt jest dla genealogii bezcenny: podaje trzy pokolenia z imionami żon i rozstrzyga, że od protoplasty Jakuba do Jakuba-powoda są dokładnie dwa pokolenia (Jakub → Jan → Jakub), nie trzy. Rok później, w 1739 r., w pozwie Lubomirskich przeciw „Janowi, Stefanowi, Teodorowi i Samuelowi Gniewoszom Iwaszkowskim… tudzież Antoniemu Serbinowskiemu oraz jego rodzicom i braciom” wieś opisano krótko: „Serbinowce pod Iwaszkowskimi, Serbinowskimi dziedzicami”.

Czy Jakub Serbinowski z Łysohorców (1635) to protoplasta Jakub, mąż Klityńskiej? Czy Teodor, mąż Marianny Zamoyskiej (1738), to ten sam Teodor, który w 1708 r. strzelał do Ziankowskiego? Kim byli Józef, Aleksander i Karol, synowie Jana — i czy Karol z 1738 r. ma związek z Karolem, ojcem gałęzi kijowskiej (artykuł 9)? Na żadne z tych pytań dokumenty jeszcze nie odpowiadają.
Odcinek 4. Stulecie w cieniu. Przywilej z 1537 roku, Iwaszkowscy i spór o Serbinowce.
Po 1635 roku ślad Serbinowskich w Metryce Koronnej urywa się na blisko sto lat. Nie dlatego, że rodzina zniknęła — zniknęły księgi, w dużej części spalone w czasie drugiej wojny światowej. O XVII wieku wiemy więc głównie z tego, co Serbinowscy sami odpisali i złożyli w XIX wieku jako dowody. To opowieść z odpisów. Ale odpisów jest dużo i składają się w całość.
Fundamentem wszystkiego — i zarazem największą zagadką — jest przywilej, który według wypisu z ksiąg latyczowskich Zygmunt Stary nadał w 1537 roku „Mironowi, Jakubowi i Mikołajowi Serbinowskim” na Serbinowce, potwierdzany przez kolejnych królów aż do 1641 roku. Uczciwie: w zachowanej Metryce Koronnej Serbinowscy pojawiają się dopiero od 1607 roku, a przywilej z 1537 znamy tylko z odpisów. Senat w 1858 roku nie znalazł go w Metryce Litewskiej; badacz ustalił, że szukano w złym zbiorze. Pytanie o datę pozostaje otwarte.
Pewniejsze są akty z sumariusza dóbr spisanego w 1778 roku. W 1603 roku Mikołaj Serbinowski z żoną i bratem stryjecznym Mironem darowali Serbinowce Mikołajowi Gniewoszowi Iwaszkowskiemu i Mariannie z Serbinowskich — córka wniosła część wsi w posagu. W 1693 roku Jan Serbinowski z żoną Zuzanną zawarł intercyzę z Janem Ołtarzewskim, przyszłym mężem córki Anny. Druga córka, druga część wsi. Hruszewski ujął to jednym zdaniem: Iwaszkowscy i Ołtarzewscy „nabyli w XVII wieku udziały w Serbinowcach drogą małżeństw”.
Ta intercyza z 1693 roku jest też jedynym głosem rodziny z czasów, gdy Podole należało do Turcji — od 1672 do 1699 roku. Hruszewski przyznaje, że o życiu szlachty barskiej w tych latach „prawie nic nie wiadomo”; część, jak sądzi, została na swoich osadach, część poszła na wygnanie. I właśnie o tych wygnańcach pisze, że pod koniec XVII wieku „z daleka patrzą na substancyą swoją” — „jak wyrażają się w jednym dokumencie Serbinowscy”. W przypisie podaje, skąd to wziął: księga numer 5284 Kijowskiego Archiwum Centralnego, karta 1186, intercyza Serbinowskich i Ołtarzewskiego z 1693 roku, spisana w Uninie. Badacz ustalił, że to księga grodzka latyczowska z 1739 roku, do której akt wpisano — i że ta księga nie przetrwała do naszych czasów. Cytat u Hruszewskiego jest więc jedynym, co z niej zostało. Jedno zdanie Jana Serbinowskiego — o majątku, na który patrzy z daleka — mówi o losie rodziny w czasach tureckich więcej niż wszystkie odpisy razem.
26 sierpnia 1703 roku król August II, stojąc obozem pod Sandomierzem, potwierdził „prawa i przywileje na dobra Serbinowce” — nie Serbinowskiemu, lecz Romanowi Gniewoszowi Iwaszkowskiemu, towarzyszowi chorągwi husarskiej, „po spadłych głowach urodzonych Serbinowskich”. Ten przywilej, wystawiony na Iwaszkowskiego, lecz przywołujący dawne nadanie dla Serbinowskich, stanie się w XIX wieku głównym dowodem rodu.
Między aktami własności jest jeden epizod, w którym widać żywego człowieka. Zachował się dlatego, że pokrzywdzony kazał go wpisać do ksiąg grodzkich w Latyczowie. Rok 1708, środek wojny północnej, dziewięć lat po powrocie Podola z rąk tureckich. Dokument jest krótki, spisany po polsku w Barze, i zaczyna się tak: „W sprawie jegomości pana Zachariasza Ziankowskiego z jednej, a jegomości pana Teodora Serbinowskiego z drugiej strony”.
Co się stało? Teodor Serbinowski „zadał złodziejstwo” Ziankowskiemu — publicznie nazwał go złodziejem. W tamtym świecie takiego zarzutu nie dało się przełknąć; „przez co z sobą pojedynkowali”. Ale pojedynek nie zamknął sprawy. „A potym na drodze bezbronnego najachał pan Serbinowski pana Ziankowskiego i zmierzył z pistoleta w piersi, a że nie wystrzelił pistolet, jeno na panewce spaliło”. Proch spłonął na panewce. Kula nie wyszła. Ziankowski przeżył — i poszedł do sądu. Do dwóch naraz: grodzkiego w Latyczowie i zamkowego w Barze.
I tu dzieje się coś, co w drobnoszlacheckich okolicach działo się często. Zamiast czekać na wyroki, obie strony „uprosiły przyjaciół” — czterech sąsiadów — żeby rozsądzili sprawę polubownie. Rozjemcy wydali, jak to nazwali, „remedium”. Serbinowski ma za strzał dać karę do klasztoru: „funtów trzy” — dokument nie mówi czego, w takich ugodach zwykle chodziło o wosk na świece. Ma „przeprosić należycie” i przywrócić Ziankowskiemu dobre imię. A potem obaj mają „żyć z sobą spokojnie, jako bracia” i „wszystko złe umorzyć na wieczne czasy”. Żeby nie było pokusy powrotu do sporu, rozjemcy założyli zakład: kto ponowi sprawę, zapłaci staroście barskiemu pięćdziesiąt grzywien „bez wszelkiej folgi”, a kto pójdzie do sądu, nie zapłaciwszy — zapłaci podwójnie. Pięćdziesiąt grzywien to więcej, niż wart był wtedy dział wsi.
Pod ugodą cztery podpisy: Szymon Bublikowski, Franciszek Szachnowski, Stefan Popowski — i Józef Radziejowski. Radziejowski. Ten sam ród, który w szesnastym wieku dzielił z przodkami Serbinowskich Wnuczkowce, i z którego sto lat później ktoś będzie trzymał do chrztu Teodora, syna Pawła. Sąsiedzi od zawsze. „Działo się w Barze dnia siódmego novembra anno millesimo septingentesimo octavo”.
Czego nie wiemy? Kim był Ziankowski i o jaką kradzież poszło. I którym Teodorem jest nasz strzelec — w 1738 roku pojawi się Marianna Zamoyska, wdowa po Teodorze Serbinowskim, z dziećmi; może to on, może nie. Wiemy za to, jak wyglądała wieś, w której to się działo: cztery lata później gubernator starostwa, spisując „zupełne spustoszenie” Barszczyzny, zanotował o Serbinowcach: „szlacheckich chałup trzy, chłopskich sześć; nie może płacić, tylko z ósmej części dymu”. Dziewięć chałup. W takiej wsi strzelano do siebie na drodze.
W 1716 roku w Winnicy książę Jerzy Dominik Lubomirski, starosta barski, „dobrowolnie uznał, że wieś Serbinowce była dziedziczna” i zwolnił Serbinowskich z powinności wobec zamku. Rodzina powoływała się na to przez sześćdziesiąt lat, aż Komisja Rzeczypospolitej w 1776 roku potwierdziła: Serbinowce to ich własność „przy posesji wiekuistej”.
I wreszcie rok 1738 — pierwszy akt zachowany w oryginalnym brzmieniu. 1 grudnia przed sądem grodzkim w Latyczowie staje cała rodzina. Powodem jest Jakub Serbinowski, a sąd zapisuje jego rodowód: syn zmarłego Jana i Zuzanny Słotwińskiej, wnuk Jakuba i Klityńskiej. Obok niego Marianna Zamoyska, wdowa po Teodorze Serbinowskim, z dziećmi, oraz Józef, Aleksander i Karol, synowie Jana. Po drugiej stronie — czterej bracia Gniewosz-Iwaszkowscy, synowie Romana spod Sandomierza. Obie strony nazywają się dziedzicami Serbinowiec, a akt dodaje uczciwie: „z jakiego tytułu prawnego — nie wiadomo”. Dla genealogii ten akt jest bezcenny: trzy pokolenia z imionami żon i pewność, że od protoplasty Jakuba do Jakuba-powoda są dokładnie dwa pokolenia.
Zostają pytania: czy Jakub z Łysohorców to protoplasta, czy Teodor z pistoletem to mąż Marianny Zamoyskiej, kim był Karol, syn Jana. Dokumenty milczą. Ale mówią już dość, by w następnym odcinku zobaczyć, jak wnukowie Jana i Zuzanny — Antoni i Józef — przez pół wieku bronią, dzielą i w końcu sprzedają to, co zostało z gniazda.